Chodzenie wydaje się czymś tak prostym, że rzadko przychodzi nam do głowy, żeby się go „uczyć”.
W końcu robimy to od dziecka. Problem polega jednak na tym, że z biegiem lat nasz sposób poruszania się zmienia się pod wpływem stylu życia, napięć w ciele i nawyków, których nawet nie zauważamy. To, co kiedyś było naturalnym, płynnym ruchem, często zamienia się w schemat pełen kompensacji.
Jednym z najczęstszych błędów jest brak pracy stopy.
W prawidłowym chodzie stopa powinna miękko kontaktować się z podłożem i płynnie się po nim przetaczać. Tymczasem u wielu osób jest ona usztywniona – jakby „rzucana” na ziemię albo stawiana bez kontroli. Często wynika to z noszenia sztywnych butów, które ograniczają ruch i odbierają stopie jej naturalną funkcję. W efekcie cała praca amortyzacyjna przenosi się wyżej, najczęściej do kolan.
Kolejnym problemem jest zbyt duże napięcie w nogach.
Zamiast wykorzystywać sprężystość ciała, wiele osób chodzi „na sztywno”, jakby każdy krok był kontrolowany siłą mięśni. Szczególnie widać to w łydkach i udach. Taki sposób poruszania się szybko prowadzi do przeciążeń, bo mięśnie pracują non stop, zamiast współpracować z ruchem i momentami odciążenia.
Bardzo częstym błędem jest również nieprawidłowa praca bioder.
W zdrowym chodzie to właśnie biodro odpowiada za prowadzenie ruchu i przenoszenie ciężaru ciała. Jeśli jednak jest ograniczone lub osłabione, ruch zaczyna „uciekać” do kolan albo dolnego odcinka pleców. To jedna z głównych przyczyn przeciążeń, które z czasem objawiają się bólem, mimo że problem tak naprawdę zaczyna się wyżej.
Wiele osób nieświadomie skraca też krok albo przeciwnie- robi zbyt długie.
W obu przypadkach zaburzona zostaje płynność ruchu. Zbyt krótki krok często wiąże się z brakiem pracy biodra i sztywnością całego ciała. Z kolei zbyt długi krok powoduje, że stopa ląduje daleko przed środkiem ciężkości, co zwiększa obciążenie kolan i hamuje naturalny rytm chodu.
Nie można też pominąć ustawienia całego ciała.
Pochylona sylwetka, wysunięta do przodu głowa czy zapadnięta klatka piersiowa zmieniają sposób rozkładania sił w trakcie chodzenia. Ciało traci swoją oś, a poszczególne segmenty zaczynają pracować mniej efektywnie. To z kolei sprawia, że niektóre struktury są przeciążane, podczas gdy inne nie są wykorzystywane w wystarczającym stopniu.
Wszystkie te błędy mają jedną wspólną cechę – rzadko są świadome.
Nie wynikają z „złego chodzenia”, tylko z tego, jak nasze ciało przystosowało się do codziennych warunków. Problem w tym, że te przystosowania nie zawsze są dla nas korzystne.
Dlatego zamiast skupiać się wyłącznie na miejscu bólu, warto przyjrzeć się samemu sposobowi chodzenia. To właśnie w nim bardzo często kryje się przyczyna przeciążeń. A dobra wiadomość jest taka, że chód można zmienić. Nawet niewielkie korekty potrafią znacząco odciążyć stawy i sprawić, że ruch znowu stanie się lekki, płynny i naturalny.

