Każdego dnia widzę mamy z dziećmi w źle dobranych butach, źle noszone w nosidłach, jeżdżące na nieprawidłowych rowerkach (źle ustawionych) czy hulajnogach- o noszeniu tornistrów już nie wspomnę. Był taki czas, gdzie starałam się nawiązać jakiś kontakt i delikatnie zwrócić takiej mamie uwagę na to, co widzę jako fizjoterapeutka. I był taki czas, gdzie mamy z uśmiechem rozmawiały ze mną, były żywo zaiteresowane wiedzą, którą chciałam im przekazać. Od kilku lat to się zmieniło. Wydaje mi się, że w dużej mierze za sprawą artykułów różnych blogerek piszących „moje dziecko, moja sprawa” czy „nie wtrącaj się w wychowanie mojego dziecka, ja wiem jak to ma wyglądać”. Tak, nie odbiorę Ci tego prawa. Ale przy dzisiejszej wiedzy nie mamy możliwości znać się na wszystkim. Więc może czasem, nie koniecznie zawsze, posłuchajmy siebie nawzajem, nie tylko w internetach, ale także w życiu? Tylko tu uwaga! Nie mówię o sytuacjach, gdzie ktoś łamie nasze granice. Nie chodzi mi o sytuacje, gdzie ktoś podchodzi i mówi „dlaczego Pani krzywdzi swoje dziecko?” czy „kobieto! Przecież to wisiadło powinno być zakazane”. Rozmawiajmy ze sobą w miły, uprzejmy sposób. Jak chcesz wejść na czyjeś podwórko, to zapytaj czy on tego chce… Od dłuższego czasu już tego nie robię. Nie podchodzę, nie zaczepiam, nie podpowiadam. Teraz zapraszam na płatne warsztaty 😉 Tu chociaż wiem, że osoby, które przychodzą chcą dostać tą wiedzę. Ale brakuje mi tego. Bo chyba po to żyjemy w grupie zwanej społeczeństwem, żeby się wspierać? Tylko mnie wychowano w harcerstwie 😉 i od małego uczono, że trzeba sobie pomagać. Teraz zostało mi tylko pisanie dla Was 😉