centrum zdrowia i fizjoterapii kobiet

Cesarskie cięcie na rządanie, czyli jak idąc na skróty wydłużamy sobie drogę.

Mam nadzieję, że nie będzie na mnie linczu za ten tekst 😉 ale postanowiłam to opisać. Chcę opisać Wam poród- ten fizjologiczny czy siłami natury, i ten operacyjny, bo cesarskie cięcie to operacja. I nie piszę tu o przypadkach, gdzie operacja ta jest wykonywana w celu ratowania życia dziecka lub mamy- to wiadomo, że jest to konieczne. Piszę o przypadkach, gdzie mama boi się bólu, gdzie nie chce się męczyć, gdzie nie ma wskazań medycznych, ale kobieta chce łatwo i bez wysiłku dostać dziecko w ramiona, znów piszę, bez wskazań medycznych…

Ciało kobiety przygotowuje się do porodu od chwili poczęcia dziecka. Praktycznie przez dziewięć miesięcy trwania ciąży toczą się procesy, dzięki którym możliwy będzie poród. Taka jest natura. Także sam poród jest bardzo przemyślany przez naturę- długi pierwszy okres porodu, gdy skurcze narastają a szyjka macicy rozwiera się przygotowuje matkę do podjęcia wielkiego wysiłku a dziecko stymuluje do późniejszego samodzielnego życia- mamy tu duże bodźce czuciowe a także przygotowanie całego ciała do przyjścia na świat- w tym procesie dziecko szykuje się do narodzin. Gdy zaczyna się drugi okres porodu, czyli wypieranie dziecka na świat- jest to czas do dwóch godzin- następuje cała seria zdarzeń, dzięki którym dziecko dostaje bodźce- masaż buźki przy przejściu przez kanał rodny (cała seria odruchów oralnych), a dalej klatki piersiowej- dzięki czemu z płuc usuwany jest w naturalny sposób płyn owodniowy, przygotowując maluch do samodzielnego oddychania, potem masaż brzuszka w kanale rodnym pobudzi jego jelitka, zmiany pozycji główki stymulują odruchy posturalne, a samo przejście przez kanał rodny dostarczy do ciałka dziecka pierwsze bakterie, które będą podstawą budowania folory bakteryjenj jelit i późniejszej odporności naszego potomka.

To teraz cesarskie cięcie. Czasem mamy skurcze, czasem nie ma żadnej czynności przepowiadającej poród, więc na masaż raczej nie liczymy. Po znieczuleniu mamy rozcinane są powłoki brzuszne, przecinane wszystkie warstwy mięśni i sama macica, i wyjmowane dziecko, nawiastem pisząc w dość brutalny sposób- po prostu wkładamy ręce do brzucha i wyjmujemy dziecko, które nie przeszło naturalnego procesu przygotowania do porodu (można powiedzieć, że nie wie co się dzieje). Po wyjęciu malucha musi on być odessany- płyny z płuc trzeba usunąć, a że nie było masażu w kanale rodnym to trzeba to zrobić inaczej- wkladamy maluchowi rurkę ssaka do buźki i odsysamy płyn. Koniec. A! Nie, to nie jest koniec, bo po oczyszczeniu jamy macicy zaszywa się ją, potem mięśnie brzucha, potem skórę. Jak masz szczęście to usłyszysz, że bliznę należy masować, ale zazwyczaj nie masz pojęcia jak się z nią pracuje. A taka blizna i takie uszkodzenia mięśni i powięzi będą skutkowały w całym Twoim przyszłym życiu- dopiero teraz powinien pojawić się wysiłek sporej rehabilitacji mięśni brzucha, mobilizacji blizny, statyki ciała… A jak nie, to prędzej czy później pojawią się bóle np. kręgosłupa. A, no i taki poród nie ochroni przed obniżaniem narządów czy nietrzymaniem moczu- obciąża nas cała ciąża. Co prawda w pierwszym okresie po porodzie nietrzymanie moczu dotyczy częściej Pań rodzących naturalnie, ale na dłuższą metę nie ma to większego znaczenia 😉

Podsumowując poród boli. Warto się na ten ból przygotować, bo po cc też zabawnie nie jest 😉 Warto dla dobra dziecka i swojego również. W dłuższej perspektywie lepiej świadomie przygotować się do porodu, świadomie pracować dnem miednicy i oddechem w czasie skurczy i niż zdjąć z siebie odpowiedzialność i czekać aż dziecko się urodzi (samo 😉 ). I ostatni raz zaznaczę, że nie potępiam cesarek ze wskazań medycznych, tu nie ma dyskusji. Moje przemyślenia dotyczą próby pójścia na skróty, która ostatecznie okazuje się najdłuższym skrótem w naszym życiu.